- w postaci tyskiego zakładu Fiat posiadał bodaj najsprawniejszą i najbardziej efektywną fabrykę na świecie, wyposażoną w nowoczesne maszyny i posiadającą dobrą i wydajną załogę. Co prawda miał też jakieś 200 tysięcy różnych związków zawodowych, ale po pierwsze, we Włoszech jest niewiele lepiej (albo i gorzej), a po drugie, związki te w większości działały i działają skutecznie, walcząc (z pozytywnym efektem, bo wg mojej wiedzy zarabia się tam nie najgorzej) o rzeczywiste interesy pracowników. Co lepsze, ogólnie w zgodzie z zarządzającymi - niemal niespotykane w Polsce. Wyobraźcie sobie, że jedną z najważniejszych rzeczy, jakie włoskie związki miały do załatwienia z zarządem Fiata, była deklaracja pracowników, że nie będą mieć bumelek podczas zbiorów owoców i warzyw! Słyszycie to, pracownicy Fiat Auto Poland? Od przeniesienia nie wolno im już nie przychodzić sobie ot tak do pracy! A problem to ponoć w regionie poważny, bo dla każdego szanującego się Włocha spod Neapolu liczą się zbiory pomidorów, a nie jakiśtam montaż aut. I dotyczyć to miało nawet 30% załogi! Czy ja kiedykolwiek mógłbym zadzwonić do szefa i powiedzieć mu, że nie przyjdę dziś do pracy, bo z ojcem muszę haratać z krzaków pomidory? Jakoś wątpię w pozytywną odpowiedź :/ Polski pracownik Fiata w tym czasie pracował sumiennie po 8 godzin na trzy zmiany, nie raz i nie dwa nadrabiając produkcję w weekendy (nieźle wynagradzane, co ważne). W nagrodę usłyszał, że on oraz jego koledzy zostaną zwolnieni, bo firma nie ma za bardzo czego, poza 500-tką, w Tychach produkować. Taka polityka. Drobiazg, ale ważny - tą samą robotę co w Tychach będzie tam wykonywać dwa razy tyle ludzi. Taka polityka. I właśnie dlatego nie lubię nowej Pandy. Nie obchodzi mnie, czy jest ona dobrym autem, nie interesuje mnie, jak się prowadzi i ile kosztuje. Uważam, że skoro Fiat w imię interesów swojego kraju postanowił jej wytwarzanie z Tychów zabrać, to powinien i zabrać ją z polskich salonów sprzedaży. A każdy klient odwiedzający salon Fiata powinien na widok Pandy mieć z tyłu głowy myśl: wystawiliście nas z nią Włosi. Nie chcieliście jej wytwarzać naszymi rękami, to sobie ją teraz sami kupujcie. Zauważcie przy tym, o ile zdrożała w cenniku - nie dlatego, że nagle ma siedem stref klimy i 116 poduszek. Zdrożała, bo Włoch za polską stawkę wróciłby do tych pomidorów i innych oliwek bez zawahania. Bo przeniesienie produkcji kosztowało ogromne sumy i jakoś to teraz trzeba odrobić.
I to każe mi myśleć, że brak nam szacunku do siebie jako społeczeństwa. Bo brak w ludziach refleksji podczas zakupu, że ta rzecz od nas uciekła, że grupa obywateli ucierpiała z powodu idiotycznej polityki. Chciałbym, aby każdy potencjalny nabywca nowej Pandy pomyślał sobie o decyzji Fiata i poszedł oglądać inny samochód. Nie nawołuję do bojkotu marki, nie nawołuję do narodowego szowinizmu, bo pewnie niewiele byśmy w domach mieli. Po prostu dajmy - konsumenci - tym na górze do zrozumienia, że nie podoba się nam to, co zrobili i że nie chcemy czegoś, czego oni nie chcieli u nas wytwarzać. To jedna z form patriotyzmu, która do mnie przemawia.
Dlatego Fiacie i nowa Pando mówię wam:

Dobre :)
OdpowiedzUsuńM.
Ja bym zarządał od Fiata zwrot zwolnień podatkowych!!! i pewnie to byłby koniec Fiata!!!
OdpowiedzUsuń