wtorek, 25 czerwca 2013

Hepi Niu Jer rozdział II




Rozdział II

Przemyślenia


3.01.96.

         We wtorek, drugiego, nie działo się nic ciekawego. Tam takie, że poszedłem do szkoły i dostałem pałę, to nic takiego, bo to się zdarza mniej więcej dwa razy na tydzień (znaczy się te pały). Ale zdarzyło się coś, co miało totalny wpływ na przebieg wydarzeń w środę i w kilka późniejszych dni.
Jakoś tak źle mi się zasypiało, bolała mnie dupa, ale w końcu zasnąłem. Kto by się tam przejmował bolącym odbytem. Pomyślałem sobie „olać to” i przyciąłem komara. Jaja zaczęły się rano. Obudziłem się koło czwartej, niemal wyjąc z bólu. Uwaga, teraz konkurs: Co boli Autora ? Na odpowiedź czekam 5 minut. ........... Jeszcze trzy minuty. .............. Przykro mi, koniec czasu. Jesteście cioły, że nie wiecie. Odpowiedź: Autora boli odbyt, ściślej mówiąc, jego środkowa część. (Oklaski). To, co wczoraj uznałem za niewarte uwagi okazało się być chorobą, którą niektórzy nazywają wilkiem, lekarze zaś hemoroidami lub żylakami odbytu. Nie wątpię, że tego typu choroba jest niezwykle wdzięcznym tematem do opisywania, ale będzie ona miała spory wpływ na moje dalsze poczynania, zatem muszę poświęcić trochę czasu moim dupnym problemom.
         Po nieprzespanej nocy udałem się z wizytą do lekarza. Nawet teraz chce mi się śmiać, jak sobie przypomnę, co wyprawiałem w autobusie, żeby usiąść i żeby nie bolało. Przy stanie „oczy pełne łez” dałem sobie spokój i postanowiłem sobie postać. U lekarza okazało się, że mam duuużo wolnego czasu, bo byłem chyba czterdziesty. Na szczęście spotkałem swojego wujka, cholernie fajnego czterdziestolatka (zawsze się z niego nabijam, że jest stary trep, on za to nazywa mnie szczylem). Ucieszyłem się niezmiernie, bo zawsze mi się z nim dobrze gadało, na każdy temat. Po kilku chwilach rutynowych wstępów typu cześć-na-co-jesteś-chory-ojej-bardzo-boli w jakiś tajemniczy sposób przeszliśmy na poważne tematy.
- Wiesz co, wujek, tak sobie myślę, że rację miał ten, co powiedział, że pieniądze szczęścia nie dają - czy je mam, czy ich nie mam i tak mam wrzoda w rowie.
Wujo spojrzał na mnie, jak na jakieś ufo-bufo, klepnął mnie przyjaźnie w czoło, poczekał, aż się zbiorę z podłogi i przemówił.
- Chłopcze, myślałem, że masz więcej oleju w głowie. Czy ty żyjesz na Marsie? Nie minąłeś się gdzieś z rozumem? Posłuchaj mnie uważnie, postaram ci się wybić z głowy te głupoty. Pieniądze, chłopcze, na tym świecie są wszystkim i wszystko jest pieniądzem. Weźmy przykład twojego zdrowia - masz rację, czy miałbyś 500 złotych w kieszeni czy 5 groszy, choroby byś nie cofnął. Ale, bobasku, idziesz sobie do lekarza i patrzysz, jak on wypisuje ci recepty. Jedna, druga, trzecia. Idziesz do apteki, szczęśliwy człowieku, bo ni pieniędzy ni problemu. Wchodzisz, dajesz recepty, pewnie w nadziei, że leki są za friko i co ? I nagle, że tak powiem, szok ! Trzeba płacić, a ty masz tylko szczęście i pogodę ducha. Co z tego że duch zdrowy, skoro i tak ciało go niedługo wyzionie. Tymczasem sąsiad, który w tym samym czasie zachorował na tą samą chorobę jest już prawie zdrowy, bo należy do, że tak powiem, burżuazji i kupił za pól bańki różne Aspiryny, Panadole i inne dupole. Ale on jest na pewno nieszczęśliwy, bo inaczej być nie może.
Muszę przyznać, że zagiął mnie lekko z tymi lekami; dobrze, że nie wspomniał o prywatnych wizytach u dentysty, bo byłoby krucho ze mną. Ale nie zamierzałem się poddać, jako urodzony konserwatysta nie ugnę się pod byle argumentacją.
- Wujku, masz trochę racji z tymi lekarstwami, ale istnieje coś takiego jak fundacje dobroczynne, które gdy się do nich zwrócić, pomogą.
Wujek Mundek posłał mi spojrzenie nr 4 i powiedział:
- Każdy dobrze wie, jak to jest z tymi fundacjami. Połowa z nich jest tylko przykrywką, że tak powiem, do prowadzenia wymiany obiektów z zagranicą a druga połowa jest zbyt biedna by wypłacić premię szefowi a co dopiero kupować tabletki czy syropy każdemu, który się do nich zwróci. Tak, że...
- Wujku ?
- Co się stało, przerywasz mi i wybijam się, że tak powiem, z wątku.
- Ciekawi mnie, co miałeś na myśli mówiąc „wymiana obiektów”?
- O czym ty... zaczekaj moment, muszę wyhamować. No dobra, powtórz.
- Dlaczego powiedziałeś „wymiana obiektów”, co masz na myśli ?
- Nie domyślasz się ?
- Yyyyy... nie...
- Chodzi mi o wymianę pieniędzy na różne imperialistyczne artefakty, głównie samochody, które Polacy z upodobaniem importują w torbach i plecakach porozkręcane na czynniki pierwsze, które po złożeniu do kupy wyglądają, jakby je zrobiła podstawówka w czynie społecznym na ZPT. Oczywiście chodzi mi o ich stan techniczny, o ile można mówić o czymś takim w przypadku tych śmieci. Kiedyś do Polski przywożono i składowano odpady przemysłowe z ZSRRu, teraz przywozi się w reklamówkach rzygające czteroetylkiem ołowiu graty. Ważne jest to, że Polak jedzie Mercedesem, nieważne, że dwudziestoletnim i trzymającym się na naklejkach nałożonych wzdłuż „pojazdu”. Ale ale, wracając do tematu, muszę z żalem stwierdzić, że w ten szmugiel, poza kombinatorami i szajkami przestępczymi zamieszani są ludzie, którzy nie powinni brać w czymś takim udziału.
- Kogo masz na myśli ? Gliny ?
- Żadne gliny, przecież wymieniłem już kombinatorów i bandytów. Mówię o księżach.
- Jak to o księżach ? To oni też ?
- A jakże, mój chłopcze. W każdym większym stadzie znajdziesz kilka czarnych owiec, które przy stymulacji odpowiednią trawą okażą się być świniami i zrobią coś, czego nikt by się po nich nie spodziewał. Zatem i wśród kleru znajdziesz paru takich, którzy lubią smak i zapach papierowej trawy o kształcie pokolorowanych prostokącików z różnymi cyferkami. Ale można to zrozumieć, ksiądz też człowiek i w coś takiego mógł się wpakować. Nie winię ogółu, tylko jednostkę.
- Zgoda, można to zrozumieć, ale nie akceptować! Trzeba jakoś temu przeciwdziałać. Racja, że ksiądz też człowiek, ale to człowiek który świadomie przyjął na siebie pewne wyrzeczenia i jeśli nie potrafi ich dopełnić, powinien zrezygnować. Hańbi tylko swój stan kapłański. Jest to typowy przykład korupcji na wysokim szczeblu władzy - powszechnie krytykowany urzędnik nie ma zamiaru ustąpić, gdyż uważa, że czyni słusznie a inni źle go oceniają. Oczywiście jest to tylko przykrywka do jakiejś tam działalności, z której urzędnik ten czerpie niemałe profity.
         W międzyczasie w korytarzu powstało niewielkie zamieszanie. Męski kibel był zajęty od około piętnastu minut, czyli od połowy osoby obsłużonej u fryzjera, przez kogoś z niewiadomymi kłopotami. Tymczasem przed drzwiami stał facet, który utrzymywał, że choruje na pewną odmianę nadczynności żołądka, zwaną popularnie sraczką lub brązowym okresem. Sprawę komplikował fakt, że „sraczkowaty” miał numerek jedenaście, a do gabinetu wchodził właśnie numer dziesiąty. Zaczynano z nudów stawiać na to, czy gość puści w pory, czy zdołają wyciągnąć tamtego kabinowca, zanim nastąpi katastrofa ekologiczna. Padła nawet propozycja, żeby zadzwonić po saperów, żeby rozbroili żywą bombę jakimś czopem. Wtedy do akcji ruszył sprawny personel przychodni i po połączeniu przedstawiciela mas pracujących z typowo damskim kluczem, jakim jest spinka do włosów, udało się drzwi otworzyć. Okazało się, że zasnął tam przygłuchy, mający niedługo przejść na emeryturę gość. Potrzepano nim trochę mocniej, niż było trzeba, opieprzono tak mocno, jak było trzeba i odesłano w diabły (lub jak kto woli, w tzw. chuj, mówiąc językiem mas pracujących). Po tej ceremonii na korytarzu nieco się uspokoiło i mogliśmy wrócić do rozmowy.
- Wracając do tematu pieniędzy, wujku...
- Aha, właśnie, my o pieniądzach. Więc, jak już powiedziałem pieniądze chcą mieć, że tak powiem, wszyscy. Każdy chce jeść pieniądze na śniadanie, obiad i kolację, niewielu jest takich, którzy nie chcieliby wytapetować sobie ścian pięćsetzłotówkami a jeszcze chętniej smarkać w nie. I nikogo nie obchodzi, jakim kosztem je zdobyć, trzeba zdradzić przyjaciół i samego siebie, nie ma sprawy, już się robi, byleby dostać kasę. Już dawno temu ktoś mądrzejszy ode mnie powiedział, że byt kształtuje świadomość i właśnie w dzisiejszych czasach widać to doskonale. Większość kobiet nawet na ciebie nie spojrzy, dopóki nie przyjedziesz po nie jakąś Corvette albo inszym Mercedesem. Gdy już wysiądziesz z takiego Merca i będziesz miał na sobie Armaniego lub Levi’sa, to możesz z miejsca zaproponować im numerek, nie odmówią. Co śmieszniejsze, nazwą cię słodkim, bezpośrednim facetem. A spróbuj zacytować im Byrona, to zobaczysz tzw. baranie miny i wole oczy. Jeśli ktoś cytuje klasyków, nazywany jest niewartym uwagi, nie znającym się na kobietach, romantycznym bubkiem. Większość kobiet marzy o tym, aby zdobył je właśnie taki facet, typ dżolera, nieprzyzwoicie bogaty, nieprzyzwoicie hojny i nieprzyzwoicie nieprzyzwoity. Jeżeli komuś brakuje pieniędzy (a jest to najczęściej wymieniany problem w dzisiejszych czasach, oprócz braku czasu) to marzy o tym, żeby forsa spadła mu z nieba i wszystkie swe działania ukierunkowuje na zdobycie milionów i pływanie w nich. Trudne warunki bytowe sterują świadomością ludzką w stronę zdobywania funduszy i nic tego nie zmieni. Zgadnij, dlaczego komunizm miał taką wielką popularność. Proponował równość klasową, więc wszyscy biedniejsi marzyli o zrównaniu się z bogaczami. Zauważ, że ciężko ci będzie znaleźć kogoś, kto nie narzeka na brak funduszy. Poczytaj, chłopcze, trochę więcej książek i dobrze się rozglądaj dookoła. Życie jest największym jajcarzem, jaki kiedykolwiek istniał i nawet Eddie Murphy go nie przebije. I nie mów już nic na temat kasy, zakończyłem go. Jeśli chcesz, możemy porozmawiać o czymś innym, choćby o kobietach.
- Możemy mówić o kobietach i tak wchodzi dopiero dwudziesty drugi, więc mamy kupę czasu do zmarnowania.
- Więc opowiedz, jak tam u ciebie z panienkami?
- Nie narzekam - odpowiedziałem po chwili wahania.
Wujek chyba wyczuł ten moment zawieszenia głosu i od razu stwierdził:
- Chłopcze nie jesteś szczery ze swoim wujciem, mówże tu prawdę, a chyżo. Cośtam nabroił, chwal się?
- Nie ja nabroiłem, moja panienka. Właściwie powinienem powiedzieć, moja ex- panienka, bo jakoś nie mam ochoty z nią gadać, za ostry numer mi wycięła. Pewnie i tak mi nerwy przejdą, jak się z nią zobaczę, chyba jestem za bardzo zakochany. Sytuacja mnie przerasta, sam nie wiem za bardzo, co zrobić.
Opowiedziałem mu całą historię z Sylwestra, nie pomijając niczego i tylko trochę koloryzując na swoją korzyść. Wujek wysłuchał w spokoju i zadał mi pytanie:
- Kochasz ją?
- Chyba tak, tak mi się wydaje - naprawdę nie byłem pewien swego uczucia - nie wiem, czy ona zasługuje na to, żebym ją dalej kochał, ze względu na zrobienie mi takiego numeru. Naprawdę już nie wiem, co o tym myśleć.
- Powiem ci tylko tyle, mi nie pasowałaby specjalnie rola trefnisia - pokazowca, może ty tak lubisz: „Cześć wam, patrzcie, jakiego mam jajcarza faceta, lubię go przyprowadzać na imprezy, jest taki śmieszny”. Mnie to zdecydowanie nie bawi. Jeśli już mam być jakimś narzędziem w ręku kobiety, to niech będzie to zaspokajacz, przynajmniej miałbym z tego coś przyjemności. Naprawdę chłopcze, przemyśl swoje uczucie do niej, głęboko się nad tym zastanów.
- Nie wiem wujku, kiedyś było nam ze sobą ekstra.
- Siostrzeńcze ty mój, powiem ci prawdę o kobietach, jedną z wielu, które zna się z doświadczenia na stare lata. Kobieta nigdy długo nie wytrzyma z jednym facetem, zwłaszcza, jeśli przewyższa on ją inteligencją i ustawia ją w swoim cieniu wobec jej znajomych. W takiej sytuacji odzywają się w niej pierwotne instynkty obronne i sama próbuje odpłacić pięknym za nadobne, choćby to nadobne wynikało ze śnieżnobiałych intencji. Jeśli nie mogą odpłacić ci jakimś zachowaniem przyćmiewającym twoje na oczach towarzystwa, zrobią wszystko, by usunąć cię w cień, najlepiej zapomnienia. Znajdą sobie jakiegoś bardziej potulnego fircola i w towarzystwie jego znajomych będą go upokarzać. Oczywiście nie wprost, ale tak, aby odczuł, kto tu jest gwiazdą. I tak będzie trwało, dopóki owca nie zerwie sznura lub nie przemieni się w diabelnie cwanego wilka, który pożre tą lisicę. Wtedy nasza damulka zgorzknieje, zacznie wyskakiwać z tekstami typu „prawdziwej miłości nie ma” i zacznie puszczać się koncertowo, najchętniej z całą drużyną piłkarską naraz. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich kobiet, jest to zaledwie jeden z typów postaw samiczych. Na opowiadanie o wszystkich brakło by mi czasu, ale powiem ci tylko tyle, że nie wszystkie są takie złe. Na sto czarnych owiec trafi się ze sześć białych i około dziesięciu szarych. W każdym razie ta twoja należy raczej do tych czarniawych lub białych silnie wybrudzonych. Ile ze sobą jesteście?
- Prawie sześć miechów, piętnastego będzie półrocze.
- Chcesz rady, dam ci radę. Daj sobie z nią spokój, ona jest już stracona. Z tego co mówiłeś wychodzi mi, że ona cię już za bardzo nie miłuje, w każdym razie rzadko zdarzają się kobiety, które swoje uczucie przedstawiają w tak dziwny sposób. Znajdź sobie jakąś inną babę, zasługujesz na lepszą niż ona.
- Wiem, wujku, ale to nie jest takie łatwe. Nade mną ciąży chyba jakieś fatum. Nie licząc Kaśki od ósmej klasy podstawówki nie miałem żadnej panienki, mimo tego, że starałem się ostro. Żeby było lepiej, non stop miałem jajcarskie przygody z kobietami. Poczynając od pierwszego razu: nieznana mi Francuzka, Morze Śródziemne, noc, plaża, piasek w dupie, zero uczucia, po prostu zaspokojenie. Dalej: kuzynka mojej kumpeli Edyty. To było na osiemnastce tej kumpeli. Miała fajne ciało sympatyczną twarz i chciała zerwać z dziewictwem ale trochę się bała. Zagrałem na instrumencie o nazwie „delikatny doświadczony facet” i zacząłem ją obrabiać. Szło mi nieźle, wymieniła ze mną płyny ustrojowe, te górne, zaczęliśmy się poważniej pieścić. Wszystko to odbywało się w pokoju taneczno - muzycznym, gdzie oprócz nas znajdowała się jeszcze jedna para, kumpel ze swoją Bibi. Kiedy zobaczyli, co się święci, szybko i dyskretnie zmyli się, dając nam swobodę działania. My tą swobodę wykorzystaliśmy w pełni. Co się działo dokładnie, wolę nie opisywać, bo mi się słabo robi, jak sobie przypomnę o tym. W każdym razie, gdy zacząłem ją przygotowywać do tego, aby przejść do bezpieczniejszego pomieszczenia, aby przejść do niebezpieczniejszych zabaw. Czułem, że ona ma coraz większą ochotę tam iść, więc kontynuowałem dzieło. Było dobrze, zaczynała mnie już podrapywać po szyi trochę mocniej niż pieszczotliwie, gdyż kochałem się z jej podbrzuszem. I oto w tej to chwili do pokoju wkracza mój znajomy, Rafał, i widzi taki widok: ona siedzi na wersalce z rozsuniętymi nogami i gołymi piersiami, ja siedzę między jej udami i całuję ją, jak tylko umiem. Oświecił światło, uśmiechnął się głupawo, zapytał: „nie przeszkadzam?” i wcale nie miał zamiaru wyjść. Od tej pory już nie jest moim znajomym. Ona oczywiście spłoszyła się, jak to dziewica nie całkiem przekonana, że nie chce nią już być i cała przygoda zakończyła się klapą.
Kolejny przykład, niedawno umówiłem się z panienką na dyskotece. Spoko, myślę sobie, to się i tak już kończy, mogę coś pokombinować na przyszłość. Wszystko było pięknie, dziewczę było całkiem fajne, z niecierpliwością czekałem na umówiony dzień. Miała przyjechać na Łubowiec, a ja miałem czekać. Pomyślałem sobie, jednak mam trochę szczęścia, komuś się jednak podobam. Wszystko byłoby ekstra, gdyby nie fakt, że olała i mnie, i spotkanie, po równo. Mógłbym jeszcze tak długo wymieniać, ale teraz wszystkiego nie pamiętam, przypomniałbym sobie przy piwie. W każdym razie, nasuwa się tylko jedno zdanie - „nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być gorzej”. Poza tym, ale to już zupełny drobiazg, zawsze, kiedy proponuje jakiejś kobiecie związek ze mną, słyszę odpowiedź typu: „nie chcę mieć teraz chłopaka” oder „wolałabym, żebyś był moim kumplem”, ewentualnie „mam już chłopaka”. Więc jak tu nie wierzyć w spiskową teorię dziejów?
- Faktycznie, robi wrażenie taka opowiastka. Chętnie usłyszałbym o tych pozostałych przypadkach, ciekawi mnie, co takiego jeszcze ci się zdarzało? - Wyglądało na to, że wujka cholernie bawiły moje przygody.
- Mogę ci tylko powiedzieć, że zawsze podobałem się albo panienkom zbyt młodym, na przykład o pięć lat, albo zbyt brzydkim, aby je tylko wykorzystać.
- No to ładnie, ładnie. Nie myślałeś o tym, żeby przerzucić się na homoseksualizm?
Jego to bardzo bawiło, mnie to bardzo wkurzało. Powiedziałem mu, żeby dał sobie spokój z tematem kobiet, gdyż powoduje on u mnie nadciśnienie i nerwowe wypieki. Na szczęście nie chciało mu się mnie więcej torturować i przez resztę czasu rozmawialiśmy o pierdołach typu filmy lub filmy. Czasem wspomnieliśmy też o jakichśtam filmach, ale sporadycznie. W końcu wywołano mój numer, udałem się do gabinetu, gdzie lekarz wykonał mi wspaniały masaż odbytu. Mianowicie ścisnął mnie za te wyrosłe żylaki i spytał, czy mnie boli. Niewyraźnie odpowiedziałem, że skądże, czemu by mnie miało boleć. Niewyraźnie dlatego, że w międzyczasie odgryzałem kawałek leżanki, na której mnie usadowił pan doktor. W końcu przestał mnie pieścić a ja poprzestałem na odgryzieniu tylko narożnika. Palant, mówiłem mu, że nie mogę sobie usiąść na dupsku a ten mnie ściska i pyta się, czy mnie boli. Bardziej mnie bolało tylko przy odstulejkowywaniu. W końcu wysłał mnie do szpitala, gdyż stwierdził, że to jest wrzód i może trzeba go wyciąć. Gdy już udało mu się mnie ocucić, wyszedłem z gabinetu i, pożegnawszy się z wujem, uciekłem do domu.
         Resztę dnia spędziłem leżąc na brzuchu i czekając na jutro, kiedy to miała się ewentualnie odbyć moja operacja. Nawet się już tak bardzo nie bałem, wydawało mi się, że po tym masażu lekarza nic nie będzie mnie bardziej bolało. Na całe szczęście, dobrze mi się wydawało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz